Informacja

Drogi użytkowniku, aplikacja do prawidłowego działania wymaga obsługi JavaScript. Proszę włącz obsługę JavaScript w Twojej przeglądarce.

Tytuł pozycji:

Kioski z wódką i demokracją: historia polityczna warszawskich „Kawiarni Obywatelskich” jako miejsc kształtowania się nowych ruchów miejskich i reprodukcji podziałów społecznych

Tytuł:
Kioski z wódką i demokracją: historia polityczna warszawskich „Kawiarni Obywatelskich” jako miejsc kształtowania się nowych ruchów miejskich i reprodukcji podziałów społecznych
Kiosks with Vodka and Democracy: The Political History of Warsaw’s ‘Civic Cafés’ as Places Shaping New Urban Movements and Reproducing Old Social Divisions
Autorzy:
Kusiak, Joanna
Kacperski, Wojciech
Powiązania:
https://bibliotekanauki.pl/articles/974043.pdf
Data publikacji:
2013-06-01
Wydawca:
Polska Akademia Nauk. Czytelnia Czasopism PAN
Tematy:
city
café
urban social movements
public sphere
social divisions
urbanization
miasto
kawiarnia
miejskie ruchy społeczne
podziały społeczne
urbanizacja
sfera publiczna
Źródło:
Kultura i Społeczeństwo; 2013, 57, 2; 67-89
2300-195X
Język:
polski
Prawa:
Wszystkie prawa zastrzeżone. Swoboda użytkownika ograniczona do ustawowego zakresu dozwolonego użytku
Dostawca treści:
Biblioteka Nauki
Artykuł
  Przejdź do źródła  Link otwiera się w nowym oknie
Choć 10 kwietnia 2010 r. z wielu względów był bardzo szczególnym dniem w życiu Warszawy i choć istnieją tysiące zdjęć dokumentujących miasto w kilkanaście godzin po katastrofie samolotu rządowego Tu-154 w lesie pod Smoleńskiem, niewiele zostało napisane o pejzażu dźwiękowym (soundscape) Śródmieścia tamtego wieczoru, który z pewnością należał do najdziwniejszych w powojennej historii miasta. Rzadkie i dziwne jest doświadczenie bycia w tłumie, który gęsty i ściśnięty między pierzejami ulic, tak jak bywają tylko tłumy w czasie wielkich przewrotów politycznych lub na koncertach rockowych, zarazem jednak pozostaje niemal zupełnie cichy; w tłumie, który nie wytwarza naturalnego ludzkiego gwaru, lecz jedynie poszmer tak delikatny, a zarazem tak dojmujący jak zapach zniczy unoszący się nad Krakowskim Przedmieściem. Katastrofa, w której oprócz ówczesnego prezydenta zginęło łącznie (wraz z załogą samolotu) 96 osób, w przeważającej większości ważnych przedstawicieli życia politycznego kraju, i której skala, jak się wydawało, w czasach pokoju jest możliwa jedynie w filmach science fiction, wyrwała warszawiaków z prywatnego porządku weekendowych zajęć. Jakiś szczególny publiczny instynkt dosłownie wypchnął tysiące ludzi z domów na ulicę, zarazem jednak pozostawiając ich w stanie dziwnego osłupienia. Katastrofa dosłownie odebrała tłumowi mowę. I tak jak w czasie letnich ulew z suchego pomieszczenia wychodzi się prosto w ścianę deszczu, tak ze ściszonego szmeru ulicznego tłumu wchodziło się tamtego wieczoru w rozgwarzony zgiełk wypełnionych szczelnie po brzegi warszawskich kawiarni na Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu i ich bocznych odnogach. Z ciszy wstępowało się we wrzawę, z której można było łowić strzępki wymyślanych na gorąco hipotez i scenariuszy politycznych sprowadzających się do odpowiedzi na to samo pytanie, które niczym ciężka chmura zagęszczało powietrze nad milczącym ulicznym tłumem: co właściwie teraz się stanie? Moment katastrofy - prócz ludzkiego, tragicznego wymiaru - był momentem ściśle politycznym, nie w sensie upolitycznienia żałoby (co wprawdzie rozpoczęło się już następnego dnia), ale w wymiarze powszechności odczucia, że oto właśnie wydarza się coś istotnego o wymiarze przekraczającym prywatny. W sferze politycznej coś się właśnie gruntownie zmieniało i prawie każdy, nawet jeśli na co dzień zupełnie nie był zainteresowany polityką, teraz przeczuwał tę zmianę, mimo że nie umiał jej dookreślić. Radykalna dwubiegunowość warszawskiego pejzażu dźwiękowego tego wieczoru, w którym ciszę (intensywną, bo ludzką, a nie wynikającą z pustki) od hałasu oddzielały jedynie przeszklone drzwi lokali, odsłoniła realną dwubiegunowość warszawskiej sfery publicznej. Moment, który wymagał natychmiastowej publicznej reakcji, naturalnie podzielił warszawiaków na dwie, tamtego wieczoru jeszcze nie zantagonizowane grupy - i nie przypadkiem to właśnie rozspekulowana warszawska „klasa gadająca” (chattering class), a nie milcząca większość, szukała schronienia w kawiarniach. Zamierzamy tu podjąć analizę społeczno-politycznej historii warszawskich kawiarni, ze szczególnym uwzględnieniem zarówno ich roli demokratyzującej, jak i ich roli w wytwarzaniu i reprodukcji podziałów społecznych. Powinno to rzucić nowe światło na fenomen tzw. kawiarni obywatelskich, które zaczęły powstawać w drugiej dekadzie transformacji postsocjalistycznej i które w Warszawie stały się miejscem narodzin nowego typu miejskiego aktywizmu.

Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim komputerze. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies